iWhite nie działa? Dobra alternatywa

Trochę mnie tu nie było, ale za to dzisiaj wracam do was z opisem moich kolejnych przejść związanych z poszukiwaniem sposobu na białe zęby. I opowiem wam o dwóch suplementach, które wypróbowałam. W pewnym momencie byłam już pewna, że jestem skazana na wydanie milionów u dentysty, ale ostatecznie… No dobra, ale po kolei : )

Chociaż większość preparatów ma opinie zupełnie sprzeczne i ciężko wybrać coś po prostu DOBREGO, zdecydowałam się najpierw na produkt o nazwie iWhite.

iWhite – czyli pierwszy wybór nie zawsze jest najlepszy

Zamówiłam na stronie producenta (koszt 99 zł). Widziałam w porównywarkach cenowych, że można to w innych miejscach kupić taniej, ale jakoś najbezpieczniej mi się wydaje kupować bezpośrednio, a nie u jakichś internetowych sprzedawców. W każdym razie zestaw zawiera 10 nakładek na zęby już zawierających żel wybielający. Są to nakładki na zęby górne i dolne, więc służą na pięć zabiegów. Fajnie, że żel rozkłada się na nich tak, że działa zarówno na zewnętrzną, jak i zewnętrzną powierzchnię zębów. No i nie trzeba w sumie nic wielkiego z tymi nakładkami robić. Tak jak napisano na ulotce, wyszczotkowałam zęby, nałożyłam nakładki i odczekałam 20 minut. I tak przez kolejnych pięć dni. Moje wrażenia? Jeśli chodzi o samo używanie nakładek iWhite – faktycznie, proste w użyciu.  Trochę hm.. problematyczne z innego względu – w trakcie tych 20 minut miałam dziwny ślinotok i trudno było normalnie przełykać ślinę. Musiałam siedzieć cały czas z chusteczkami. Po drugie chyba długość moich zębów przekracza jakieś normy, bo zwyczajnie nie zmieściły się one całe do tej nakładki. Trochę się obawiałam, że zęby mi się wybielą, a przy dziąsłach przebarwienia zostaną tworząc efekt niedomytych zębów…. Stety niestety problem zniknął, bo tak naprawdę nie zauważyłam prawie żadnego efektu stosowania iWhite przez te parę dni. A ostatecznym sprawdzianem okazało się spotkanie z moją przyjaciółką. Mówiłam Monice już jakiś czas temu, że planuję zastosować coś wybielającego do zębów. I teraz, kiedy widziałyśmy się na obiedzie, a ja byłam już po kuracji Iwhitem, po godzinie rozmowy zapytała mnie to kiedy właściwie chcę kupić sobie coś na zęby, bo może i ona by coś kupiła… To moja przyjaciółka, ale było mi głupio się przyznać, że już coś zastosowałam… Cóż, trzeba było się z tym pogodzić. Pierwszy strzał w jeden produkt to niewypał. Nie był to jednak koniec moich prób!

iBright – czyli jak się pozytywnie zaskoczyłam

Na moim celowniku znalazł się tym razem produkt o dość podobnej nazwie – iBright. Chyba ktoś z was w komentarzach coś o nim napisał. A w Internecie się rozpisują, że działa. Byłam, przyznam, sceptyczna, po rozczarowaniu niby takim świetnym Iwhitem, ale musiałam próbować dalej. Poza tym, moja przyjaciółka (w końcu jej opowiedziałam o ostatniej kuracji) stwierdziła, że następny produkt wypróbuje razem ze mną.

IBright zamówiłam również na stronie producenta. Jego cena była wyższa (199 za jedno opakowanie), ale mają taką fajną promocję, że można zamówić dwa opakowania za 339 zł. Podzieliłam się z Moniką kosztami na pół i dzięki temu wyszłyśmy na tym jeszcze lepiej : )

Na pierwsze wypróbowanie tego produktu umówiłyśmy się u mnie. Można zdecydować się na kurację 5 lub 7-dniową. Obie wybrałyśmy tę dłuższą, mimo że według mnie Monika nie ma co na co narzekać, jeśli chodzi o zęby. Ok., czekał więc nas „zabieg” pierwszego, czwartego i siódmego dnia. Sam „zabieg” – banał. Czyścimy zęby przez minutę jedną z chusteczek z zestawu, posmarowaną wcześniej żelem przygotowującym (najłatwiej po prostu zawinąć nią palec). Potem smarujemy nakładkę odpowiednim żelem, doczepiamy do niej lampę LED, wkładamy do buzi i włączamy lampę. I trzymamy 30 minut (pierwszego dnia, w czwartym i siódmym dniu już tylko 10 minut). Wszystko jest dokładnie opisane w ulotce, a każdy preparat odpowiednio oznaczony. Najtrudniej było nam nie gadać przez 30 minut haha. Może lepiej robić taką kurację będąc samemu w domu. Ale włączyłyśmy sobie serial w telewizji i było ok! ; )

Najważniejsze były w tym wszystkim efekty. A powiem wam szczerze, że obie byłyśmy po 7 dniach naprawdę zachwycone rezultatem! Oczywiście, Monika bardziej – jej uśmiech praktycznie błyszczał jak u jakiejś gwiazdy ze Stanów. Ale ona też miała wcześniej bardziej zadbane zęby. Efekt u mnie jest w tym momencie naprawdę zadowalający – zęby są białe, bez przebarwień. Może do „hollywoodzkiego” wyglądu jeszcze mi troszkę brakuje, ale z tego co widzę po przyjaciółce, wystarczy pewnie jeszcze jedna 7dniowa kuracja iBrightem i obie będziemy wyglądać jak gwiazdy : ) Naprawdę, naprawdę polecam. Jeśli tak jak ja patrzycie w lustro i żałujecie każdej wypalonej fajki, to jest to rozwiązanie dla was! Choć, jak widać po nas, produkt działa u osób z różnymi źródłami przebarwień.

Aktualizacja

Dostaję wiadomości z pytaniem gdzie kupić iBright, tak jak wcześniej napisałam kupiłam iBright na stronie producenta.

5 myśli na temat “iWhite nie działa? Dobra alternatywa

  1. To jest kolejny blog, na którym zyskuję potwierdzenie, że iBright jest dobry. Chyba się w końcu zdecyduję

  2. no niestety, za 2 dychy to nie będziesz miał efektu. Może 2 stówy to niemało, ale zawsze to lpiej niż prawie tysiac u dentysty..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *